*TEKST ZAWIERA PRZEKLEŃSTWA*
*
Dzień w szkole był dokładnie taki, jak przewidywała Diana. Nudne lekcje, na których z całych sił próbowała skupić się na tym, co mówi nauczyciel i kilka wyzwisk pod jej adresem ze strony innych. Próbowała się nimi nie przejmować, ale to nie leżało w jej naturze. Zawsze za bardzo brała wszystko do siebie. Otarła łzy płynące powoli po jej policzkach i poprawiła torbę na ramieniu. Szła zmęczonym krokiem wzdłuż ulicy i marzyła tylko o tym, aby zdążyć przemknąć do swojego pokoju niezauważona. Nie miała ochoty ani sił na kolejną kłótnię z ojcem. Nie dzisiaj. Zresztą nigdy nie miała na nie ochoty, ale jaki miała wybór? Czepiał się dosłownie o wszystko. Mimowolnie dotknęła policzka, w który uderzył ją zeszłego wieczoru. Nadal był lekko zaczerwieniony. Mnóstwo siniaków na jej ciele dowodziło tego, jaki okrutny był z niego człowiek. Potrzebował worka treningowego i chyba był szczęśliwy, że udało mu się go znaleźć. Westchnęła lekko, rozcierając posiniaczone ramię, na którym musiała dźwigać ciężką torbę. Nagle straciła równowagę na oblodzonym chodniku i runęła na plecy. Poczuła przeszywający ból i jęknęła. Czy naprawdę musiała być taką niezdarą? Nie było dnia, aby podczas powrotu do domu ze szkoły nie przewróciła się. Nie miało znaczenia jaka to pora roku. Po prostu była niezdarą, niesamowitą niezdarą i nic nie mogła na to poradzić. W dodatku po chwili usłyszała szydercze śmiechy ze strony małego sklepu spożywczego, przy którym często przesiadywali ludzie z jej szkoły. Bawiło ich to, zrobili sobie z tego rozrywkę. Codziennie czyhali na nią. Porcja śmiechu, a potem kilka wyzwisk. Przyzwyczaiła się już do tego, ale zawsze miała cichą nadzieję, że akurat tego dnia sobie odpuszczą. Rzadko się to zdarzało. Oni kochali dobrą zabawę. Poczuła słone łzy na policzkach i nawet już nie próbowała ich zatrzymać. Bardziej skupiła się na swoich nogach, które chyba postanowiły odmówić jej posłuszeństwa. Westchnęła sfrustrowana i klapnęła na tyłek. Jeśli nie przestaną jej obrzucać wyzwiskami, nigdy się nie podniesie. - Nic ci nie jest? - usłyszała łagodny głos i gwałtownie podniosła głowę. Zobaczyła te same niesamowite zielone oczy, co poprzedniego wieczoru.
- Nie... - złapała jego wyciągniętą dłoń i podniosła się z wysiłkiem. - Nic mi nie jest. - powiedziała.
Chłopak przyjrzał się jej uważnie i po chwili na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Diana? - zapytał. - Znów się spotykamy.
Nie sądziła, że ją zapamiętał. Przecież nie była warta zapamiętania. Absolutnie.
- Tak... Niezdara ze mnie. - odparła cicho.
- Mam im coś powiedzieć? - wskazał ruchem głowy na ludzi pod sklepem.
- Nie... - zająknęła się. - Nie trzeba.
Chłopak przyjrzał jej się uważnie. Coś w sobie miała... takiego innego.
- Dziękuję. - rzuciła na odchodne i odeszła.
**
Harry zawiedziony spuścił głowę. Czyżby nawet nie zapamiętała jego imienia? Ale czego on się spodziewał? Spotkała go raz przypadkowo na ulicy... dlaczego miałaby go pamiętać? Westchnął i wolnym krokiem oddalił się w stronę swojego domu. Po kilkuminutowym spacerze nacisnął klamkę brązowych drzwi i wszedł do przytulnego pomieszczenia. - Harry, ty flejtuchu! - usłyszał wrzask. - Gdzie w tych butach?! Dopiero co tutaj pozmywałam! - szczupła brunetka odepchnęła go i uklękła na podłodze, zamaszyście zmywając z podłogi ślady jego butów.
- Przepraszam, Kim. - wymamrotał Harry, rozbierając się. Po chwili usiadł po turecku obok niej i zabrał jej delikatnie szmatkę z ręki. - Ja to zrobię.
- I tak powinno być. - powiedziała z uznaniem dziewczyna, odgarniając kosmyk włosów za ucho i wstając z podłogi. - Masz obiad w kuchni. - dodała, wchodząc do pokoju obok. Harry odłożył ścierkę i udał się do swojego pokoju. Normalnie pewnie dawno już przekomarzał by się z Kim, ale jakoś nie miał humoru. Przygnębiło go to spotkanie z Dianą - nie, żeby nie chciał jej spotkać. Od wczorajszego wieczora bez przerwy o niej myślał. Spodziewał się jednak czegoś innego. A ona znowu uciekła. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Co on wyprawiał, do jasnej cholery? Przecież nawet jej nie znał. Nie wiedział, kim jest, gdzie mieszka. Tylko jej imię, Diana, zapadło mu tak głęboko w pamięci, że nie mógł przestać o niej myśleć. Potrząsnął głową i przebrał się. Musi coś ze sobą zrobić. Natychmiast.
Gdy zszedł na dół, zastał Kim siedzącą przy stole z niemrawą miną. Torturowała widelcem kotleta i tak bardzo się skupiła na tej fascynującej czynności, że nawet nie zauważyła przybycia Harry'ego. Usiadł naprzeciw niej i odchrząknął, ale nie doczekał się żadnej reakcji.
- Uważaj, bo kotlet się na ciebie obrazi. - powiedział żartobliwie, starając się przybrać wesoły ton głosu. Kim podskoczyła lekko i upuściła widelec, który z cichym brzękiem spadł na podłogę.
- Nie strasz mnie tak. - wymamrotała, nurkując pod stół.
- Przepraszam. - odparł, z lekkim rozbawieniem patrząc jak próbuje wstać, nie uderzając się przy okazji w głowę. Kiedy już siedziała z powrotem na krześle, rzuciła mu poirytowane spojrzenie.
- Gdzie byłeś? - odezwała się w końcu, przypatrując mu się uważnie. Harry spuścił głowę. Miał się jej przyznać, że dostał jakiejś obsesji na punkcie kompletnie nieznanej mu dziewczyny i poszedł na spacer z nadzieją, że ją jakimś cudem spotka?
- Ja... poszedłem na spacer. - wydukał w końcu, zabierając się za jedzenie.
- Tak bez celu? - zmrużyła podejrzliwie oczy i sięgnęła przez stół do jego twarzy. Uniosła palcem jego podbródek i uśmiechnęła się triumfalnie. - Rumienisz się. - stwierdziła.
- Wcale nie. - zaprzeczył, odpychając jej rękę.
- Właśnie, że tak. A to oznacza, że... - przerwała, wystrzeliła do przodu i położyła się na brzuchu na blacie stołu. Jej twarz prawie stykała się z twarzą Harry'ego, ale absolutnie jej to nie przeszkadzało. - Że się zakochałeś! - oświadczyła, machając wesoło nogami.
- Eee... leżysz na kotlecie. - powiedział po chwili wahania, z nieco głupią miną.
- Co? - Kim zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc sensu wypowiedzi Harry'ego.
- Położyłaś się na swoim talerzu. - wyjaśnił.
- O CHOLERA JASNA! - wrzasnęła brunetka, podrywając się nagle. Niestety, zapomniała, że leży plackiem na dość małym stoliku. Spadła z impetem na podłogę, zrzucając przy okazji oba talerze razem z zawartością.
- Pomógłbyś. - usłyszał jej głos dochodzący spod stołu. Wstał z krzesła i podał jej rękę. Posprzątała szybko bałagan i zaciągnęła go do salonu.
- Więc mów. Kto jest tą szczęściarą? - zapytała entuzjastycznie. Harry usiadł ciężko na kanapie.
- Nikt. Kim, ja się nie zakochałem. - jęknął.
- Na pewno? Harry, coś cię męczy. - Kim nagle posmutniała.
- Nie, ja po prostu jestem zmęczony. Pójdę się położyć. - przeczesał palcami włosy i z cichym westchnieniem udał się na górę.
***
Diana nie mogła spać. Przewracała się z boku na bok, zmieniała pozycję, poprawiała poduszkę, ale to wszystko na nic. Bez przerwy było jej niewygodnie, za gorąco i za zimno na przemian... Tak jakby coś strasznie wrednego na tym świecie nie chciało pozwolić jej się wyspać. Tak jakby to coś cieszyły te wory pod oczami, które pojawią się rano na twarzy Diany. Automatycznie na myśl przyszli jej ci wszyscy, którzy chcieli dla niej jak najgorzej. Na przykład te nic nie warte matoły ze szkoły, które postanowiły uprzykrzać jej życie, albo banda pustych laleczek, włócząca się za nimi, ojciec, bijący ją codziennie i wyzywający od najgorszych... Czy ktokolwiek na świecie jeszcze chce dla niej dobrze? To byłoby naprawdę miłe, gdyby ktoś ją lubił. Gdyby przejmował się jej losem.
- Schodź mi tutaj natychmiast! - usłyszała przeraźliwy wrzask dochodzący z dołu. Zerwała się czym prędzej z łóżka i zbiegła po schodach.
- Co się stało? - zapytała ze strachem. Wiedziała, do czego zdolny jest jej ojciec. A teraz było ciemno i...
- Boli mnie głowa. Idź mi w tej chwili po tabletki, bo się skończyły. W TEJ SEKUNDZIE CIĘ NIE WIDZĘ! - zażądał ojciec Diany. Dziewczyna złapała torbę i w pośpiechu wyszła z domu. Było już grubo po północy. Zastanawiała się, czy coś może się jej stać. W sumie nigdy nie była o tak późnej porze poza domem. Rozejrzała się ze strachem. Nie, na pewno nic jej się nie stanie, bo przecież... No właśnie. Chyba nie ma żadnego 'przecież'. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się pod miejscowym sklepem, który zawsze był otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę. Rozczarowała się jednak. Na drzwiach wisiała kartka z przeprosinami za problem. Sklep był zamknięty. I co miała teraz zrobić? Jeśli wróci do domu bez tabletek, ojciec ją zabije. Przysiadła na ławce i schowała twarz w dłoniach. Zostało jej albo siedzieć tutaj całą noc, albo przygotować się na najgorsze i wrócić do domu. Wzięła głęboki oddech i zebrała się w sobie. Nie powinna się go bać. Nie...
- O, proszę! Co tu robisz, Williamson?! Przyszłaś coś zarobić? Cóż, nie spodziewałem się, że zostaniesz dziwką! - usłyszała szyderczy głos za plecami. Odwróciła się gwałtownie i kogo zobaczyła? Oczywiście Ryana i jego bandę, wraz z kilkoma plastikami z tyłu. Spuściła głowę, aby ukryć łzy.
- Wiesz, nie jesteś Jessicą, ale chyba mnie zadowolisz, w końcu jesteś dziewczyną. - zakpił Ryan, rzucając znaczące spojrzenie blondynce stojącej za nim. Jessica. Wielka gwiazda szkoły. Tak pusta, że aż strach.
- Słuchaj, Ray, zostawmy ją, przecież... - odezwał się chłopak obok. Diana podniosła głowę i przyjrzała mu się uważnie. Eddie. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego... dlaczego jej bronił?
- Coś mówiłeś, Eddie? - syknął Ryan, odwracając się do niego. Diana spostrzegła szansę na ucieczkę. Zerwała się do biegu. Musiała jak najszybciej dotrzeć do domu, może ojciec już zasnął i zapomniał o tabletkach... Weszła zdyszana do domu, starając się nie hałasować.
- GDZIEŚ TY TYLE BYŁA?! - z kuchni wyszedł pijany mężczyzna.
- Sklep... b-był zamknięty. - wydukała, spuszczając głowę.
- A CO MNIE TO OBCHODZI?! W TEJ CHWILI MI STĄD WYPIERDALAJ! I NIE WRACAJ BEZ TABLETEK! - wrzasnął i ciosem w brzuch wypchnął ją z domu. Upadła na ziemię, niezdolna do utrzymania równowagi. Jak na totalnie pijanego człowieka to miał siłę... Podniosła się z wysiłkiem, zbierając rzeczy, które wypadły jej z torby. Otarła łzy i rozejrzała się. Gdzie miała pójść? Postanowiła, że przed siebie. A jeśli spotka znów Ryana, to... to nic. Już i tak nic nie ma znaczenia.
- Znowu ty?! Myślałem, że jak już zwiałaś, to nie wrócisz. - znów ten zimny, szyderczy głos. Podniosła powoli głowę, by zauważyć, że Eddie'go już nie ma. Cóż, nie powinien był jej bronić. Westchnęła lekko i spróbowała wyminąć Ryana. Nic z tego.
- A gdzie idziesz? Zostań. - powiedział, łapiąc ją za ramię.
- Odpierdol się ode mnie. - syknęła, próbując się wyrwać. Chłopak zamachnął się i uderzył ją w policzek.
- Nie odzywaj się tak do mnie, ty suko. - wyszeptał jej do ucha. - Bo pożałujesz. Chyba już nie mam na ciebie ochoty. - kopnął ją w kostkę, uśmiechając się kpiąco i machnął ręką na resztę bandy. Gdy już znaleźli się poza zasięgiem jej wzroku, usiadła na krawężniku, próbując rozmasować obolałą kostkę. Położyła torbę obok siebie i ukryła twarz w dłoniach. Łzy same zaczęły płynąć.
- Schodź mi tutaj natychmiast! - usłyszała przeraźliwy wrzask dochodzący z dołu. Zerwała się czym prędzej z łóżka i zbiegła po schodach.
- Co się stało? - zapytała ze strachem. Wiedziała, do czego zdolny jest jej ojciec. A teraz było ciemno i...
- Boli mnie głowa. Idź mi w tej chwili po tabletki, bo się skończyły. W TEJ SEKUNDZIE CIĘ NIE WIDZĘ! - zażądał ojciec Diany. Dziewczyna złapała torbę i w pośpiechu wyszła z domu. Było już grubo po północy. Zastanawiała się, czy coś może się jej stać. W sumie nigdy nie była o tak późnej porze poza domem. Rozejrzała się ze strachem. Nie, na pewno nic jej się nie stanie, bo przecież... No właśnie. Chyba nie ma żadnego 'przecież'. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się pod miejscowym sklepem, który zawsze był otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę. Rozczarowała się jednak. Na drzwiach wisiała kartka z przeprosinami za problem. Sklep był zamknięty. I co miała teraz zrobić? Jeśli wróci do domu bez tabletek, ojciec ją zabije. Przysiadła na ławce i schowała twarz w dłoniach. Zostało jej albo siedzieć tutaj całą noc, albo przygotować się na najgorsze i wrócić do domu. Wzięła głęboki oddech i zebrała się w sobie. Nie powinna się go bać. Nie...
- O, proszę! Co tu robisz, Williamson?! Przyszłaś coś zarobić? Cóż, nie spodziewałem się, że zostaniesz dziwką! - usłyszała szyderczy głos za plecami. Odwróciła się gwałtownie i kogo zobaczyła? Oczywiście Ryana i jego bandę, wraz z kilkoma plastikami z tyłu. Spuściła głowę, aby ukryć łzy.
- Wiesz, nie jesteś Jessicą, ale chyba mnie zadowolisz, w końcu jesteś dziewczyną. - zakpił Ryan, rzucając znaczące spojrzenie blondynce stojącej za nim. Jessica. Wielka gwiazda szkoły. Tak pusta, że aż strach.
- Słuchaj, Ray, zostawmy ją, przecież... - odezwał się chłopak obok. Diana podniosła głowę i przyjrzała mu się uważnie. Eddie. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego... dlaczego jej bronił?
- Coś mówiłeś, Eddie? - syknął Ryan, odwracając się do niego. Diana spostrzegła szansę na ucieczkę. Zerwała się do biegu. Musiała jak najszybciej dotrzeć do domu, może ojciec już zasnął i zapomniał o tabletkach... Weszła zdyszana do domu, starając się nie hałasować.
- GDZIEŚ TY TYLE BYŁA?! - z kuchni wyszedł pijany mężczyzna.
- Sklep... b-był zamknięty. - wydukała, spuszczając głowę.
- A CO MNIE TO OBCHODZI?! W TEJ CHWILI MI STĄD WYPIERDALAJ! I NIE WRACAJ BEZ TABLETEK! - wrzasnął i ciosem w brzuch wypchnął ją z domu. Upadła na ziemię, niezdolna do utrzymania równowagi. Jak na totalnie pijanego człowieka to miał siłę... Podniosła się z wysiłkiem, zbierając rzeczy, które wypadły jej z torby. Otarła łzy i rozejrzała się. Gdzie miała pójść? Postanowiła, że przed siebie. A jeśli spotka znów Ryana, to... to nic. Już i tak nic nie ma znaczenia.
- Znowu ty?! Myślałem, że jak już zwiałaś, to nie wrócisz. - znów ten zimny, szyderczy głos. Podniosła powoli głowę, by zauważyć, że Eddie'go już nie ma. Cóż, nie powinien był jej bronić. Westchnęła lekko i spróbowała wyminąć Ryana. Nic z tego.
- A gdzie idziesz? Zostań. - powiedział, łapiąc ją za ramię.
- Odpierdol się ode mnie. - syknęła, próbując się wyrwać. Chłopak zamachnął się i uderzył ją w policzek.
- Nie odzywaj się tak do mnie, ty suko. - wyszeptał jej do ucha. - Bo pożałujesz. Chyba już nie mam na ciebie ochoty. - kopnął ją w kostkę, uśmiechając się kpiąco i machnął ręką na resztę bandy. Gdy już znaleźli się poza zasięgiem jej wzroku, usiadła na krawężniku, próbując rozmasować obolałą kostkę. Położyła torbę obok siebie i ukryła twarz w dłoniach. Łzy same zaczęły płynąć.
****
Kim usiadła na łóżku. Cały czas martwiła się o Harry'ego. Był taki dziwnie przybity, nawet jej niesamowicie niezdarne zachowanie podczas obiadu go nie rozśmieszyło. Coś było nie tak, ale kompletnie nic nie przychodziło jej do głowy. Owszem, na początku pomyślała, że się zakochał, ale chyba wtedy by był szczęśliwy, a nie smutny, prawda? Chyba, że była to taka nieszczęśliwa miłość, może zakazana... Kim! Za dużo romansideł! Potrząsnęła głową i zarzuciła na siebie szlafrok. Po cichu zeszła na dół i skierowała się do kuchni. Ze szklanką w dłoni wyjrzała przez okno. Ta okolica zawsze była tak cicha. No, może czasami zdarzało się, że jacyś pijani idioci wydzierali się w środku nocy, ale to należało do rzadkości. Nagle coś przyciągnęło jej uwagę. Odstawiła szklankę na blat i przycisnęła nos do szyby. Jakaś skulona postać. Ale co ktoś mógł tutaj robić o tej porze? Założyła kurtkę, szalik, czapkę, buty i wyszła na dwór. Wzdrygnęła się, gdy poczuła zimne powietrze muskające jej policzki. Kim już chciała krzyknąć, ale przypomniała sobie, że jest środek nocy i pewnie wszystkich by pobudziła. Z wielką niechęcią więc podreptała w kierunku postaci.
- Co tu robisz? - zapytała, stając kilka centymetrów od niej. Postać podskoczyła i zerwała się na równe nogi.
- Ja... nie... - zająknęła się. - Nie mam gdzie iść. - powiedziała w końcu, schylając się po swoją torbę.
- Jak to? - Kim zmarszczyła brwi.
- Po prostu. Ojciec wyrzucił mnie z domu, normalka, nie? - zdziwiła ją jej śmiałość, ale już naprawdę było jej już wszystko jedno. Kim podeszła do niej bliżej i dotknęła jej policzka.
- Jesteś przemarznięta. - stwierdziła. - Chodź. - rzuciła, po czym odwróciła się w stronę domu. Dziewczyna, na początku z lekkim wahaniem, podążyła za Kim. Gdy weszły do ciepłego mieszkania, pani domu zabrała przemarzniętej dziewczynie torbę, rzuciła jej jakieś ubrania i kazała iść się przebrać. Z nieco ogłupiałą miną udała się więc do łazienki.
- Co tu robisz? - zapytała, stając kilka centymetrów od niej. Postać podskoczyła i zerwała się na równe nogi.
- Ja... nie... - zająknęła się. - Nie mam gdzie iść. - powiedziała w końcu, schylając się po swoją torbę.
- Jak to? - Kim zmarszczyła brwi.
- Po prostu. Ojciec wyrzucił mnie z domu, normalka, nie? - zdziwiła ją jej śmiałość, ale już naprawdę było jej już wszystko jedno. Kim podeszła do niej bliżej i dotknęła jej policzka.
- Jesteś przemarznięta. - stwierdziła. - Chodź. - rzuciła, po czym odwróciła się w stronę domu. Dziewczyna, na początku z lekkim wahaniem, podążyła za Kim. Gdy weszły do ciepłego mieszkania, pani domu zabrała przemarzniętej dziewczynie torbę, rzuciła jej jakieś ubrania i kazała iść się przebrać. Z nieco ogłupiałą miną udała się więc do łazienki.
*****
Harry, słysząc jakieś dźwięki dochodzące z dołu, postanowił to sprawdzić. Owinął się ciepłą kołdrą, nie mogąc znaleźć szlafroka i zszedł po schodach.
- Coś się stało? - zapytał, siadając naprzeciw Kim, która popijała herbatę przy stole. Dziewczyna, zaskoczona jego obecnością, podskoczyła i wylała na siebie trochę napoju.
- Aaał! - krzyknęła. - Poparzyłam się przez ciebie. - warknęła w jego stronę, wycierając stolik i podkładając rękę pod zimną wodę.
- Przepraszam. Ale tłukłaś się jak nienormalna, myślałem, że coś się stało. - wyjaśnił Harry, zgarniając kubek i upijając łyka.
- Bo się stało. - westchnęła Kim, zabierając mu naczynie z rąk. - Znalazłam jakąś dziewczynę.
- Co? - nie zrozumiał.
- No po prostu, przyszłam się napić, wyjrzałam przez okno i siedziała tam, przemarznięta. Dałam jej suche ubrania i kazałam się przebrać. - odparła. - Przecież nie mogłam jej tam zostawić.
- Jasne, że nie mogłaś. Dobrze zrobiłaś. - poklepał ją po ramieniu i wstał, kierując się w stronę lodówki. Otworzył ją i wsadził głowę, tak, że nie było jej widać.
- Jest! - krzyknął, podskakując gwałtownie. - Aaał!
Kim roześmiała się głośno.
- Niezdara. - wydusiła, próbując się opanować.
- Powiedziała ta, co położyła się na kotlecie. - wymamrotał Harry, rozcierając głowę i kładąc przed sobą mrożone ciasto. Kim zmarszczyła brwi i przybrała zamyśloną minę.
- Nie przypominam sobie czegoś takiego. - stwierdziła w końcu z irytującym uśmieszkiem na twarzy. W tym momencie w drzwiach pojawiła się niska brunetka. - Oo, już jesteś! - wykrzyknęła Kim, zrywając się z miejsca. - Proszę, siadaj, zrobiłam ci herbatę. - dodała, stawiając przed nią kubek. - Co ci jest? Ducha zobaczyłeś? - zwróciła się do Harry'ego, który siedział z rozdziawioną buzią, patrząc na ich gościa.
- To ty? - zdołał z siebie wydusić.
od autorki: wyszedł mi chyba trochę długi, no nie? mam nadzieję, że wam się spodoba. zachęcam do komentowania i zapisania się do informowanych. :)
M.;*
Nom, długi wyszedł. Ja to nie potrafiłabym napisać tak długiego rozdziału XD
OdpowiedzUsuń... Dziewczyno, jaki Ty masz talent.! Wiem, że już o tym wspominałam i tylko niepotrzebnie Cię zanudzam, ale wciąż nie mogę mu się nadziwić *,*
Nie dość, że masz talent, to jeszcze takie zarąbiste pomysły. Jak Ty to robisz.?! xd
A ten konkretny rozdział... ŁAŁ. Fenomenalny. Boski. Wspaniały. Zajebisty. Świetny. Istne cudo.!
Już zdążyłam się zakochałam bez pamięci w tym opowiadaniu ♡♡♡ PISZ SZYBKO NEXTA.!
Weeny ;* ~ Pieguskowa; Twoja nowa, stała czytelniczka ♡
PS O nowych rozdziałach informuj mnie w zakładce "Spam", ok? ;3
biorę się do czytania, a Ty wpadnij do mnie, też dopiero zaczynam http://just-a-teenage-dirtbag.blogspot.com/ xx
OdpowiedzUsuńŚwietne ♥
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie http://my-live-1d.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOhh już się zapisałam.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że dziś znalazłam Twój blog i się w nim zakochałam. Piszesz tak hmmm prawdziwie?
No nie wiem jak to nazwać ale bez problemu wszystko mogę sobie wyobrazić. Uwielbiam czytać ten blog, nie wiem ile razy z kolei przeczytałam już ten rozdział. Po prostu Cię uwielbiam. Nie mogę się doczekać NN, naprawdę:))
Już umieram z ciekawości, a jestem raczej nie cierpliwą osobą.. Dobra dosyć o mnie!
Piszesz niesamowicie dobrze!
Tak więc czekam na NN.
Całuję <3 + zapraszam do mnie : http://all--you--gotta--do--is--swag.blogspot.com/
12 kwietnia 2013 05:41