- Znamy się? - zapytała cicho.
- Diana... jesteś Diana, prawda? - wyjąkał.
Brunetka zmrużyła oczy. Skąd on ją znał? Przecież na pewno nigdy w życiu go nie spotkała, zapamiętała by raczej.
- Tak, ale... nie pamiętam żebyśmy się spotkali. - wyjaśniła.
Harry zarumienił się i spuścił głowę.
- Ja... może już pójdę.
Podniósł się gwałtownie i szybko wbiegł na górę. Kim potrząsnęła głową i usiadła na zwolnionym właśnie przez Harry'ego miejscu.
- Nie wiem co w niego wstąpiło. - mruknęła, patrząc przepraszającym wzrokiem na Dianę.
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i upiła łyk herbaty.
*
Harry zrezygnowany rzucił się na łóżko. Nie zapamiętała go, zresztą dlaczego miałaby zapamiętać? Spotkaliście się po prostu na ulicy, nie rób sobie nadziei, idioto. Westchnął ciężko i schował głowę pod poduszkę. - Możesz mi powiedzieć co to miało być? - nagle odezwał się głos nad nim. Podniósł się i ujrzał Kim.
- O co ci chodzi? - wymamrotał.
- O co mi chodzi? - prychnęła Kim. - Zachowujesz się dziwnie. - stwierdziła, dźgając go palcem w pierś. - Skąd znasz tę dziewczynę? - zapytała ze zmrużonymi oczami.
Harry otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Prawdę? Wykluczone.
- Ja... nie znam jej. - wyrzucił z siebie w końcu.
Brunetka wywróciła oczami i usiadła obok niego.
- Więc skąd znałeś jej imię? - rzuciła niby obojętnie, wpatrując się w widok za oknem.
Chłopak wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z głośnym świstem.
- Zbieg okoliczności. - wypalił.
- Dobrze. - syknęła Kim, wstając i kierując się do drzwi. - Nie chcesz rozmawiać, to nie. Nie zmuszam. - dodała, po czym trzasnęła drzwiami.
Harry jęknął i ponownie schował głowę pod poduszkę.
**
Kim zrezygnowana i jednocześnie wściekła zeszła na dół. Z furią wparowała do kuchni i z impetem odsunęła krzesło.- CHOLERA! - wrzasnęła, odskakując nagle. Diana patrzyła na nią nierozumiejącym wzrokiem. Dopiero po chwili zorientowała się, że dziewczyna uderzyła się w stopę. Kim jeszcze bardziej zdenerwowana niż kilka sekund temu usiadła wreszcie na miejscu.
- Więc... - zaczęła cicho Diana.
- Och, przepraszam. - wymamrotała Kim, uzmysławiając sobie, że totalnie zignorowała gościa. - Chcesz zostać na noc, czy wracasz do domu? - zapytała.
Dziewczyna otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Nie miała najmniejszej ochoty wracać, ale teraz była najlepsza okazja. Ojciec pewnie śpi, a jeśli rano się obudzi i zauważy, że jej nie ma...
- Ja... chyba już pójdę. - odezwała się w końcu. - Dziękuję za... wszystko. - dodała jeszcze, obdarzając Kim nieśmiałym uśmiechem, po czym wstała.
- Możesz zatrzymać te ciuchy. - zapewniła ją Kim, zauważając jej niepewną minę.
- Dzięki. - odparła.
***
Chwilę później Diana stała już przed drzwiami swojego domu. Bała się tam wejść, kompletnie nie wiedziała czego ma się spodziewać... Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się bez problemu i dziewczyna wślizgnęła się na palcach do środka. Światła były pogaszone i wszystko wskazywało na to, że jednak tym razem jej się upiecze. Starając się nie hałasować, weszła na górę. Kiedy już zamknęła się w swoim pokoju, odetchnęła z ulgą. Położyła się na łóżku i momentalnie zasnęła. Za dużo emocji jak na jeden dzień.
****
W klasie było cicho jak nigdy. Gdy do sali wszedł nauczyciel, nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Mężczyzna przystanął przy biurku zdziwiony nadzwyczajnym zachowaniem uczniów. Przyzwyczaił się już do niesamowitego hałasu i rozgardiaszu na wejściu. - Witam. - powiedział, siadając przy biurku. - Dzisiaj mamy jakiś dzień na opak? - zażartował.
Nikt się nie odezwał. Nauczyciel zmarszczył brwi i zastanowił się chwilę. Czyżby o czymś zapomniał?
- Ktoś raczy mi powiedzieć o co tu, do licha ciężkiego, chodzi? - wyrzucił z siebie w końcu, patrząc błagalnie na klasę.
Jedna osoba podniosła głowę. Był to tak zwany 'klasowy kujon' - Mark Haffler. Otworzył usta, by po chwili je zamknąć. Odczekał parę sekund i wziął głęboki oddech.
- Chodzi o to, panie profesorze, że dziś mieliśmy te prezentacje i... - urwał, ponieważ cała klasa zgromiła go wzrokiem.
Mężczyzna uśmiechnął się z politowaniem.
- A więc o to się rozchodzi! - zawołał uradowany. - No, więc zaczynajmy. Myśleliście, że tak łatwo się wywiniecie? - pogroził im żartobliwie palcem. Nikomu jednak nie było do śmiechu.
- Na początek... - wszyscy wstrzymali oddech i w napięciu obserwowali przesuwający się po liście w dzienniku palec nauczyciela. - Diana.
Wszystkie głowy zwróciły się w stronę brunetki - jej przypadło rozpoczęcie prezentacji. Był to ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza dla kogoś tak nieśmiałego. Diana ze strachem w oczach wstała i powoli podeszła do nauczyciela. Odwróciła się do klasy, trzęsącymi się rękami próbując otworzyć teczkę.
- Pośpiesz się trochę, Williamson! - krzyknął ktoś.
- Proszę o ciszę! - zawołał nauczyciel, po czym kiwnął głową Dianie, na znak, że może już zaczynać.
*****
- No dobrze, to już chyba wszyscy. - oznajmił mężczyzna, gdy ostatnia prezentująca osoba usiadła w ławce. - Jeśli ktoś nie oddał mi teczki, nie wystawię mu oceny, a chyba wiecie co to znaczy. - dodał jeszcze, rzucając groźne spojrzenie klasie. - Możecie iść. Wszyscy zaczęli pakować książki i z niesamowitym hałasem zasuwać krzesła.
- Diana, zaczekaj, chciałbym zamienić z tobą słówko. - mężczyzna zatrzymał Dianę. Dziewczyna niepewnie podeszła do biurka nauczyciela.
- Widzisz, organizujemy w szkole projekt... - zaczął. - Chodzi o to, aby uczniowie mieli jak najlepszy kontakt z resztą społeczeństwa... - zawahał się. - Ale nie o to mi chodzi. Po prostu zauważyłem, że masz problem z prezentacjami na forum publicznym. Przez to nałapałaś kilka złych ocen, które mogą wpłynąć na twoją średnią, dlatego chciałbym ci coś zaproponować. - wyjął z szuflady czarną teczkę. - Przeprowadziłabyś wywiad z kilkoma pracownikami pewnej restauracji. Później jeszcze dałabyś im do wypełnienia ankietę. - podał jej teczkę, uśmiechając się zachęcająco. - No, na pewno dasz sobie radę. Jeśli podołasz temu zadaniu, poprawię wszystkie twoje oceny z prezentacji. - dodał. - Więc? - uniósł pytająco brwi.
Diana zawahała się. W sumie, oceny z tych przeklętych prezentacji martwiły ją już od dawna i dobrze by było je poprawić. Pokiwała twierdząco głową i wzięła teczkę.
******
- Harry, proszę cię, bo znów się z spóźnimy! - zawołała Kim, w pośpiechu zgarniając potrzebne rzeczy do torebki.Chłopak powoli zszedł po schodach ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
- A ciekawe kto zaspał! - zaśmiał się. - No, kto, Kim, kto zaspał? - droczył się z nią.
Gwałtownie złapała go za rękę i wyprowadziła z domu.
- Dobra, dobra, nie denerwuj się tak. Przecież prawie codziennie się spóźniamy. - powiedział Harry, gdy już siedział za kierownicą.
Kim zgromiła go wzrokiem. Dobrze wiedział dlaczego dzisiaj było inaczej.
- Wiesz dobrze o co chodzi, idioto. - syknęła przez zęby.
Gdy wreszcie zaparkowali przed restauracją, w której oboje pracowali, Kim wystrzeliła z samochodu jak torpeda. Z błyskawiczną prędkością wbiegła do budynku.
- Spóźniłam się?! - zawołała.
Szczupła blondynka położyła jej rękę na ramieniu.
- Nie, jesteś na czas, Kim. - oznajmiła nieco rozbawionym głosem.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
- Dzięki Bogu. - wydyszała. - Już jest?
- Tak, ale nie ma czym się tak ekscytować. To zwykła dziewczyna z pobliskiej szkoły, ma tylko przeprowadzić wywiad. - wyjaśniła blondynka.
- Nie ważne, wywiad to wywiad. - stwierdziła rozradowana Kim, podchodząc do stolika, przy którym siedziała brunetka nachylona nad jakimiś papierami.
- Cześć, ty masz przeprowadzić ten wywiad? - zapytała, siadając naprzeciw niej. Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, tym samym upuszczając pokaźny stosik kartek na podłogę.
- Harry, pomóż jej. - syknęła Kim, rzucając znaczące spojrzenie chłopakowi, który właśnie do nich podszedł. Brunet zanurkował pod stolik.
- Dzięki. - wymamrotała dziewczyna, siadając z powrotem na miejscu.
- Czekaj, czekaj... Diana? - Kim uśmiechnęła się szeroko. - No proszę, co za spotkanie! - zawołała.
Diana uśmiechnęła się lekko, zerkając na Harry'ego. Ten tylko siedział z rozdziawioną buzią.
- Harry, dlaczego zawsze tak samo reagujesz kiedy ją widzisz? - zapytała, marszcząc brwi.
- Co...? - wydukał. - Ja... nie ważne. - urwał, spuszczając głowę. Tym razem nie mógł uciec.
*******
- To już wszystko. - powiedziała cicho Diana, zbierając swoje rzeczy. - Dzięki za ten wywiad. - dodała jeszcze, kierując się do wyjścia. - No leć za nią. - szepnęła Kim w kierunku Harry'ego.
- Co? - był chyba lekko zdezorientowany.
- Zabujałeś się na maksa, jełopie. - stwierdziła. - Leć i coś z tym zrób.
Harry zamrugał kilka razy, po czym jak oparzony zerwał się z miejsca i wybiegł z restauracji.
- Diana, zaczekaj chwilę! - krzyknął. Dziewczyna odwróciła się niepewnie.
- Chciałem tylko... - wziął głęboki oddech. - Nie miałabyś ochoty wyjść do kina? - wyrzucił z siebie.
od autorki: jeju, ile to czasu minęło... przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam kompletnie czasu na pisanie, a biorąc pod uwagę, że zawsze przed publikacją muszę tysiąc razy sprawdzić i poprawić tekst, to chyba rozumiecie, prawda? nie obiecuję, że następny pojawi się szybciej, bo nie jestem tego w stu procentach pewna, ale nie porzucę tego bloga. :) mam nadzieję, że nadal macie ochotę to czytać. zapraszam do zapisania się do informowanych i komentowania.
M. ;*
AAAAAAAAAAAAAAAAAA!
OdpowiedzUsuńBoski rozdział!
Nie powiem, naczekałam się sporo, ale i tak przyjemnie mi się go czytało.
Więc pisz dalej, życze weny.
No i raczej będziesz skazana na moje komentarze.
Całuję<3