poniedziałek, 29 kwietnia 2013

003. Rozdział drugi.

Dziewczyna spojrzała na niego nieco zdezorientowana. 
- Znamy się? - zapytała cicho. 
- Diana... jesteś Diana, prawda? - wyjąkał.
Brunetka zmrużyła oczy. Skąd on ją znał? Przecież na pewno nigdy w życiu go nie spotkała, zapamiętała by raczej. 
- Tak, ale... nie pamiętam żebyśmy się spotkali. - wyjaśniła.
Harry zarumienił się i spuścił głowę. 
- Ja... może już pójdę. 
Podniósł się gwałtownie i szybko wbiegł na górę. Kim potrząsnęła głową i usiadła na zwolnionym właśnie przez Harry'ego miejscu.
- Nie wiem co w niego wstąpiło. - mruknęła, patrząc przepraszającym wzrokiem na Dianę. 
Dziewczyna tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i upiła łyk herbaty. 
*
Harry zrezygnowany rzucił się na łóżko. Nie zapamiętała go, zresztą dlaczego miałaby zapamiętać? Spotkaliście się po prostu na ulicy, nie rób sobie nadziei, idioto. Westchnął ciężko i schował głowę pod poduszkę. 
- Możesz mi powiedzieć co to miało być? - nagle odezwał się głos nad nim. Podniósł się i ujrzał Kim. 
- O co ci chodzi? - wymamrotał. 
- O co mi chodzi? - prychnęła Kim. - Zachowujesz się dziwnie. - stwierdziła, dźgając go palcem w pierś. - Skąd znasz tę dziewczynę? - zapytała ze zmrużonymi oczami.
Harry otworzył usta, ale zaraz je zamknął. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Prawdę? Wykluczone. 
- Ja... nie znam jej. - wyrzucił z siebie w końcu. 
Brunetka wywróciła oczami i usiadła obok niego. 
- Więc skąd znałeś jej imię? - rzuciła niby obojętnie, wpatrując się w widok za oknem. 
Chłopak wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze z głośnym świstem.
- Zbieg okoliczności. - wypalił. 
- Dobrze. - syknęła Kim, wstając i kierując się do drzwi. - Nie chcesz rozmawiać, to nie. Nie zmuszam. - dodała, po czym trzasnęła drzwiami. 
Harry jęknął i ponownie schował głowę pod poduszkę.
**
Kim zrezygnowana i jednocześnie wściekła zeszła na dół. Z furią wparowała do kuchni i z impetem odsunęła krzesło.
- CHOLERA! - wrzasnęła, odskakując nagle. Diana patrzyła na nią nierozumiejącym wzrokiem. Dopiero po chwili zorientowała się, że dziewczyna uderzyła się w stopę. Kim jeszcze bardziej zdenerwowana niż kilka sekund temu usiadła wreszcie na miejscu. 
- Więc... - zaczęła cicho Diana.
- Och, przepraszam. - wymamrotała Kim, uzmysławiając sobie, że totalnie zignorowała gościa. - Chcesz zostać na noc, czy wracasz do domu? - zapytała. 
Dziewczyna otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Nie miała najmniejszej ochoty wracać, ale teraz była najlepsza okazja. Ojciec pewnie śpi, a jeśli rano się obudzi i zauważy, że jej nie ma... 
- Ja... chyba już pójdę. - odezwała się w końcu. - Dziękuję za... wszystko. - dodała jeszcze, obdarzając Kim nieśmiałym uśmiechem, po czym wstała. 
- Możesz zatrzymać te ciuchy. - zapewniła ją Kim, zauważając jej niepewną minę. 
- Dzięki. - odparła.
***
Chwilę później Diana stała już przed drzwiami swojego domu. Bała się tam wejść, kompletnie nie wiedziała czego ma się spodziewać... Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się bez problemu i dziewczyna wślizgnęła się na palcach do środka. Światła były pogaszone i wszystko wskazywało na to, że jednak tym razem jej się upiecze. Starając się nie hałasować, weszła na górę. Kiedy już zamknęła się w swoim pokoju, odetchnęła z ulgą. Położyła się na łóżku i momentalnie zasnęła. Za dużo emocji jak na jeden dzień. 
****
W klasie było cicho jak nigdy. Gdy do sali wszedł nauczyciel, nikt nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Mężczyzna przystanął przy biurku zdziwiony nadzwyczajnym zachowaniem uczniów. Przyzwyczaił się już do niesamowitego hałasu i rozgardiaszu na wejściu. 
- Witam. - powiedział, siadając przy biurku. - Dzisiaj mamy jakiś dzień na opak? - zażartował. 
Nikt się nie odezwał. Nauczyciel zmarszczył brwi i zastanowił się chwilę. Czyżby o czymś zapomniał? 
- Ktoś raczy mi powiedzieć o co tu, do licha ciężkiego, chodzi? - wyrzucił z siebie w końcu, patrząc błagalnie na klasę. 
Jedna osoba podniosła głowę. Był to tak zwany 'klasowy kujon' - Mark Haffler. Otworzył usta, by po chwili je zamknąć. Odczekał parę sekund i wziął głęboki oddech. 
- Chodzi o to, panie profesorze, że dziś mieliśmy te prezentacje i... - urwał, ponieważ cała klasa zgromiła go wzrokiem. 
Mężczyzna uśmiechnął się z politowaniem. 
- A więc o to się rozchodzi! - zawołał uradowany. - No, więc zaczynajmy. Myśleliście, że tak łatwo się wywiniecie? - pogroził im żartobliwie palcem. Nikomu jednak nie było do śmiechu. 
- Na początek... - wszyscy wstrzymali oddech i w napięciu obserwowali przesuwający się po liście w dzienniku palec nauczyciela. - Diana. 
Wszystkie głowy zwróciły się w stronę brunetki - jej przypadło rozpoczęcie prezentacji. Był to ciężki orzech do zgryzienia, zwłaszcza dla kogoś tak nieśmiałego. Diana ze strachem w oczach wstała i powoli podeszła do nauczyciela. Odwróciła się do klasy, trzęsącymi się rękami próbując otworzyć teczkę. 
- Pośpiesz się trochę, Williamson! - krzyknął ktoś. 
- Proszę o ciszę! - zawołał nauczyciel, po czym kiwnął głową Dianie, na znak, że może już zaczynać.
*****
- No dobrze, to już chyba wszyscy. - oznajmił mężczyzna, gdy ostatnia prezentująca osoba usiadła w ławce. - Jeśli ktoś nie oddał mi teczki, nie wystawię mu oceny, a chyba wiecie co to znaczy. - dodał jeszcze, rzucając groźne spojrzenie klasie. - Możecie iść. 
Wszyscy zaczęli pakować książki i z niesamowitym hałasem zasuwać krzesła. 
- Diana, zaczekaj, chciałbym zamienić z tobą słówko. - mężczyzna zatrzymał Dianę. Dziewczyna niepewnie podeszła do biurka nauczyciela.
- Widzisz, organizujemy w szkole projekt... - zaczął. - Chodzi o to, aby uczniowie mieli jak najlepszy kontakt z resztą społeczeństwa... - zawahał się. - Ale nie o to mi chodzi. Po prostu zauważyłem, że masz problem z prezentacjami na forum publicznym. Przez to nałapałaś kilka złych ocen, które mogą wpłynąć na twoją średnią, dlatego chciałbym ci coś zaproponować. - wyjął z szuflady czarną teczkę. - Przeprowadziłabyś wywiad z kilkoma pracownikami pewnej restauracji. Później jeszcze dałabyś im do wypełnienia ankietę. - podał jej teczkę, uśmiechając się zachęcająco. - No, na pewno dasz sobie radę. Jeśli podołasz temu zadaniu, poprawię wszystkie twoje oceny z prezentacji. - dodał. - Więc? - uniósł pytająco brwi. 
Diana zawahała się. W sumie, oceny z tych przeklętych prezentacji martwiły ją już od dawna i dobrze by było je poprawić. Pokiwała twierdząco głową i wzięła teczkę. 
******
- Harry, proszę cię, bo znów się z spóźnimy! - zawołała Kim, w pośpiechu zgarniając potrzebne rzeczy do torebki.
Chłopak powoli zszedł po schodach ze złośliwym uśmiechem na twarzy. 
- A ciekawe kto zaspał! - zaśmiał się. - No, kto, Kim, kto zaspał? - droczył się z nią. 
Gwałtownie złapała go za rękę i wyprowadziła z domu. 
- Dobra, dobra, nie denerwuj się tak. Przecież prawie codziennie się spóźniamy. - powiedział Harry, gdy już siedział za kierownicą. 
Kim zgromiła go wzrokiem. Dobrze wiedział dlaczego dzisiaj było inaczej. 
- Wiesz dobrze o co chodzi, idioto. - syknęła przez zęby. 
Gdy wreszcie zaparkowali przed restauracją, w której oboje pracowali, Kim wystrzeliła z samochodu jak torpeda. Z błyskawiczną prędkością wbiegła do budynku. 
- Spóźniłam się?! - zawołała. 
Szczupła blondynka położyła jej rękę na ramieniu. 
- Nie, jesteś na czas, Kim. - oznajmiła nieco rozbawionym głosem. 
Dziewczyna odetchnęła z ulgą. 
- Dzięki Bogu. - wydyszała. - Już jest? 
- Tak, ale nie ma czym się tak ekscytować. To zwykła dziewczyna z pobliskiej szkoły, ma tylko przeprowadzić wywiad. - wyjaśniła blondynka. 
- Nie ważne, wywiad to wywiad. - stwierdziła rozradowana Kim, podchodząc do stolika, przy którym siedziała brunetka nachylona nad jakimiś papierami. 
- Cześć, ty masz przeprowadzić ten wywiad? - zapytała, siadając naprzeciw niej. Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, tym samym upuszczając pokaźny stosik kartek na podłogę. 
- Harry, pomóż jej. - syknęła Kim, rzucając znaczące spojrzenie chłopakowi, który właśnie do nich podszedł. Brunet zanurkował pod stolik. 
- Dzięki. - wymamrotała dziewczyna, siadając z powrotem na miejscu. 
- Czekaj, czekaj... Diana? - Kim uśmiechnęła się szeroko. - No proszę, co za spotkanie! - zawołała. 
Diana uśmiechnęła się lekko, zerkając na Harry'ego. Ten tylko siedział z rozdziawioną buzią. 
- Harry, dlaczego zawsze tak samo reagujesz kiedy ją widzisz? - zapytała, marszcząc brwi. 
- Co...? - wydukał. - Ja... nie ważne. - urwał, spuszczając głowę. Tym razem nie mógł uciec. 
*******
- To już wszystko. - powiedziała cicho Diana, zbierając swoje rzeczy. - Dzięki za ten wywiad. - dodała jeszcze, kierując się do wyjścia. 
- No leć za nią. - szepnęła Kim w kierunku Harry'ego. 
- Co? - był chyba lekko zdezorientowany. 
- Zabujałeś się na maksa, jełopie. - stwierdziła. - Leć i coś z tym zrób. 
Harry zamrugał kilka razy, po czym jak oparzony zerwał się z miejsca i wybiegł z restauracji. 
- Diana, zaczekaj chwilę! - krzyknął. Dziewczyna odwróciła się niepewnie. 
- Chciałem tylko... - wziął głęboki oddech. - Nie miałabyś ochoty wyjść do kina? - wyrzucił z siebie. 

od autorki: jeju, ile to czasu minęło... przepraszam za tak długą przerwę, ale nie miałam kompletnie czasu na pisanie, a biorąc pod uwagę, że zawsze przed publikacją muszę tysiąc razy sprawdzić i poprawić tekst, to chyba rozumiecie, prawda? nie obiecuję, że następny pojawi się szybciej, bo nie jestem tego w stu procentach pewna, ale nie porzucę tego bloga. :) mam nadzieję, że nadal macie ochotę to czytać. zapraszam do zapisania się do informowanych i komentowania. 
M. ;*

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

002. Rozdział pierwszy.

*TEKST ZAWIERA PRZEKLEŃSTWA*

Krople deszczu bębniły głucho o parapet i spływały cienkimi strumieniami po szybie okna w pokoju Diany. Było to małe pomieszczenie, pełne książek i całe oblepione plakatami i zdjęciami. Tutaj zawsze czuła się bezpiecznie, z dala od reszty ludzi. Mogła zamknąć drzwi na klucz i odciąć się od świata. Otworzyła powoli oczy i wychynęła spod kołdry. Nie lubiła porannego wstawania. Zdecydowanie wolała jeszcze pospać powiedzmy... cały dzień? Chcąc nie chcąc musiała pójść do szkoły. Odrzuciła ciepłą, puchatą kołdrę i usiadła na łóżku. Przetarła oczy i przeciągnęła się. Kolejny nudny dzień, taki jak wszystkie. 
*
Dzień w szkole był dokładnie taki, jak przewidywała Diana. Nudne lekcje, na których z całych sił próbowała skupić się na tym, co mówi nauczyciel i kilka wyzwisk pod jej adresem ze strony innych. Próbowała się nimi nie przejmować, ale to nie leżało w jej naturze. Zawsze za bardzo brała wszystko do siebie. Otarła łzy płynące powoli po jej policzkach i poprawiła torbę na ramieniu. Szła zmęczonym krokiem wzdłuż ulicy i marzyła tylko o tym, aby zdążyć przemknąć do swojego pokoju niezauważona. Nie miała ochoty ani sił na kolejną kłótnię z ojcem. Nie dzisiaj. Zresztą nigdy nie miała na nie ochoty, ale jaki miała wybór? Czepiał się dosłownie o wszystko. Mimowolnie dotknęła policzka, w który uderzył ją zeszłego wieczoru. Nadal był lekko zaczerwieniony. Mnóstwo siniaków na jej ciele dowodziło tego, jaki okrutny był z niego człowiek. Potrzebował worka treningowego i chyba był szczęśliwy, że udało mu się go znaleźć. Westchnęła lekko, rozcierając posiniaczone ramię, na którym musiała dźwigać ciężką torbę. Nagle straciła równowagę na oblodzonym chodniku i runęła na plecy. Poczuła przeszywający ból i jęknęła. Czy naprawdę musiała być taką niezdarą? Nie było dnia, aby podczas powrotu do domu ze szkoły nie przewróciła się. Nie miało znaczenia jaka to pora roku. Po prostu była niezdarą, niesamowitą niezdarą i nic nie mogła na to poradzić. W dodatku po chwili usłyszała szydercze śmiechy ze strony małego sklepu spożywczego, przy którym często przesiadywali ludzie z jej szkoły. Bawiło ich to, zrobili sobie z tego rozrywkę. Codziennie czyhali na nią. Porcja śmiechu, a potem kilka wyzwisk. Przyzwyczaiła się już do tego, ale zawsze miała cichą nadzieję, że akurat tego dnia sobie odpuszczą. Rzadko się to zdarzało. Oni kochali dobrą zabawę. Poczuła słone łzy na policzkach i nawet już nie próbowała ich zatrzymać. Bardziej skupiła się na swoich nogach, które chyba postanowiły odmówić jej posłuszeństwa. Westchnęła sfrustrowana i klapnęła na tyłek. Jeśli nie przestaną jej obrzucać wyzwiskami, nigdy się nie podniesie. 
- Nic ci nie jest? - usłyszała łagodny głos i gwałtownie podniosła głowę. Zobaczyła te same niesamowite zielone oczy, co poprzedniego wieczoru. 
- Nie... - złapała jego wyciągniętą dłoń i podniosła się z wysiłkiem. - Nic mi nie jest. - powiedziała.
Chłopak przyjrzał się jej uważnie i po chwili na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Diana? - zapytał. - Znów się spotykamy. 
Nie sądziła, że ją zapamiętał. Przecież nie była warta zapamiętania. Absolutnie.
- Tak... Niezdara ze mnie. - odparła cicho. 
- Mam im coś powiedzieć? - wskazał ruchem głowy na ludzi pod sklepem. 
- Nie... - zająknęła się. - Nie trzeba. 
Chłopak przyjrzał jej się uważnie. Coś w sobie miała... takiego innego.
- Dziękuję. - rzuciła na odchodne i odeszła. 
**
Harry zawiedziony spuścił głowę. Czyżby nawet nie zapamiętała jego imienia? Ale czego on się spodziewał? Spotkała go raz przypadkowo na ulicy... dlaczego miałaby go pamiętać? Westchnął i wolnym krokiem oddalił się w stronę swojego domu. Po kilkuminutowym spacerze nacisnął klamkę brązowych drzwi i wszedł do przytulnego pomieszczenia. 
- Harry, ty flejtuchu! - usłyszał wrzask. - Gdzie w tych butach?! Dopiero co tutaj pozmywałam! - szczupła brunetka odepchnęła go i uklękła na podłodze, zamaszyście zmywając z podłogi ślady jego butów.
- Przepraszam, Kim. - wymamrotał Harry, rozbierając się. Po chwili usiadł po turecku obok niej i zabrał jej delikatnie szmatkę z ręki. - Ja to zrobię. 
- I tak powinno być. - powiedziała z uznaniem dziewczyna, odgarniając kosmyk włosów za ucho i wstając z podłogi. - Masz obiad w kuchni. - dodała, wchodząc do pokoju obok. Harry odłożył ścierkę i udał się do swojego pokoju. Normalnie pewnie dawno już przekomarzał by się z Kim, ale jakoś nie miał humoru. Przygnębiło go to spotkanie z Dianą - nie, żeby nie chciał jej spotkać. Od wczorajszego wieczora bez przerwy o niej myślał. Spodziewał się jednak czegoś innego. A ona znowu uciekła. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Co on wyprawiał, do jasnej cholery? Przecież nawet jej nie znał. Nie wiedział, kim jest, gdzie mieszka. Tylko jej imię, Diana, zapadło mu tak głęboko w pamięci, że nie mógł przestać o niej myśleć. Potrząsnął głową i przebrał się. Musi coś ze sobą zrobić. Natychmiast.
Gdy zszedł na dół, zastał Kim siedzącą przy stole z niemrawą miną. Torturowała widelcem kotleta i tak bardzo się skupiła na tej fascynującej czynności, że nawet nie zauważyła przybycia Harry'ego. Usiadł naprzeciw niej i odchrząknął, ale nie doczekał się żadnej reakcji.
- Uważaj, bo kotlet się na ciebie obrazi. - powiedział żartobliwie, starając się przybrać wesoły ton głosu. Kim podskoczyła lekko i upuściła widelec, który z cichym brzękiem spadł na podłogę. 
- Nie strasz mnie tak. - wymamrotała, nurkując pod stół. 
- Przepraszam. - odparł, z lekkim rozbawieniem patrząc jak próbuje wstać, nie uderzając się przy okazji w głowę. Kiedy już siedziała z powrotem na krześle, rzuciła mu poirytowane spojrzenie. 
- Gdzie byłeś? - odezwała się w końcu, przypatrując mu się uważnie. Harry spuścił głowę. Miał się jej przyznać, że dostał jakiejś obsesji na punkcie kompletnie nieznanej mu dziewczyny i poszedł na spacer z nadzieją, że ją jakimś cudem spotka? 
- Ja... poszedłem na spacer. - wydukał w końcu, zabierając się za jedzenie. 
- Tak bez celu? - zmrużyła podejrzliwie oczy i sięgnęła przez stół do jego twarzy. Uniosła palcem jego podbródek i uśmiechnęła się triumfalnie. - Rumienisz się. - stwierdziła. 
- Wcale nie. - zaprzeczył, odpychając jej rękę. 
- Właśnie, że tak. A to oznacza, że... - przerwała, wystrzeliła do przodu i położyła się na brzuchu na blacie stołu. Jej twarz prawie stykała się z twarzą Harry'ego, ale absolutnie jej to nie przeszkadzało. - Że się zakochałeś! - oświadczyła, machając wesoło nogami. 
- Eee... leżysz na kotlecie. - powiedział po chwili wahania, z nieco głupią miną.
- Co? - Kim zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc sensu wypowiedzi Harry'ego.
- Położyłaś się na swoim talerzu. - wyjaśnił.
- O CHOLERA JASNA! - wrzasnęła brunetka, podrywając się nagle. Niestety, zapomniała, że leży plackiem na dość małym stoliku. Spadła z impetem na podłogę, zrzucając przy okazji oba talerze razem z zawartością. 
- Pomógłbyś. - usłyszał jej głos dochodzący spod stołu. Wstał z krzesła i podał jej rękę. Posprzątała szybko bałagan i zaciągnęła go do salonu. 
- Więc mów. Kto jest tą szczęściarą? - zapytała entuzjastycznie. Harry usiadł ciężko na kanapie.
- Nikt. Kim, ja się nie zakochałem. - jęknął. 
- Na pewno? Harry, coś cię męczy. - Kim nagle posmutniała. 
- Nie, ja po prostu jestem zmęczony. Pójdę się położyć. - przeczesał palcami włosy i z cichym westchnieniem udał się na górę. 
***
Diana nie mogła spać. Przewracała się z boku na bok, zmieniała pozycję, poprawiała poduszkę, ale to wszystko na nic. Bez przerwy było jej niewygodnie, za gorąco i za zimno na przemian... Tak jakby coś strasznie wrednego na tym świecie nie chciało pozwolić jej się wyspać. Tak jakby to coś cieszyły te wory pod oczami, które pojawią się rano na twarzy Diany. Automatycznie na myśl przyszli jej ci wszyscy, którzy chcieli dla niej jak najgorzej. Na przykład te nic nie warte matoły ze szkoły, które postanowiły uprzykrzać jej życie, albo banda pustych laleczek, włócząca się za nimi, ojciec, bijący ją codziennie i wyzywający od najgorszych... Czy ktokolwiek na świecie jeszcze chce dla niej dobrze? To byłoby naprawdę miłe, gdyby ktoś ją lubił. Gdyby przejmował się jej losem. 
- Schodź mi tutaj natychmiast! - usłyszała przeraźliwy wrzask dochodzący z dołu. Zerwała się czym prędzej z łóżka i zbiegła po schodach. 
- Co się stało? - zapytała ze strachem. Wiedziała, do czego zdolny jest jej ojciec. A teraz było ciemno i...
- Boli mnie głowa. Idź mi w tej chwili po tabletki, bo się skończyły. W TEJ SEKUNDZIE CIĘ NIE WIDZĘ! - zażądał ojciec Diany. Dziewczyna złapała torbę i w pośpiechu wyszła z domu. Było już grubo po północy. Zastanawiała się, czy coś może się jej stać. W sumie nigdy nie była o tak późnej porze poza domem. Rozejrzała się ze strachem. Nie, na pewno nic jej się nie stanie, bo przecież... No właśnie. Chyba nie ma żadnego 'przecież'. Odetchnęła z ulgą, gdy znalazła się pod miejscowym sklepem, który zawsze był otwarty dwadzieścia cztery godziny na dobę. Rozczarowała się jednak. Na drzwiach wisiała kartka z przeprosinami za problem. Sklep był zamknięty. I co miała teraz zrobić? Jeśli wróci do domu bez tabletek, ojciec ją zabije. Przysiadła na ławce i schowała twarz w dłoniach. Zostało jej albo siedzieć tutaj całą noc, albo przygotować się na najgorsze i wrócić do domu. Wzięła głęboki oddech i zebrała się w sobie. Nie powinna się go bać. Nie... 
- O, proszę! Co tu robisz, Williamson?! Przyszłaś coś zarobić? Cóż, nie spodziewałem się, że zostaniesz dziwką! - usłyszała szyderczy głos za plecami. Odwróciła się gwałtownie i kogo zobaczyła? Oczywiście Ryana i jego bandę, wraz z kilkoma plastikami z tyłu. Spuściła głowę, aby ukryć łzy. 
- Wiesz, nie jesteś Jessicą, ale chyba mnie zadowolisz, w końcu jesteś dziewczyną. - zakpił Ryan, rzucając znaczące spojrzenie blondynce stojącej za nim. Jessica. Wielka gwiazda szkoły. Tak pusta, że aż strach. 
- Słuchaj, Ray, zostawmy ją, przecież... - odezwał się chłopak obok. Diana podniosła głowę i przyjrzała mu się uważnie. Eddie. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego... dlaczego jej bronił?
- Coś mówiłeś, Eddie? - syknął Ryan, odwracając się do niego. Diana spostrzegła szansę na ucieczkę. Zerwała się do biegu. Musiała jak najszybciej dotrzeć do domu, może ojciec już zasnął i zapomniał o tabletkach... Weszła zdyszana do domu, starając się nie hałasować. 
- GDZIEŚ TY TYLE BYŁA?! - z kuchni wyszedł pijany mężczyzna. 
- Sklep... b-był zamknięty. - wydukała, spuszczając głowę. 
- A CO MNIE TO OBCHODZI?! W TEJ CHWILI MI STĄD WYPIERDALAJ! I NIE WRACAJ BEZ TABLETEK! - wrzasnął i ciosem w brzuch wypchnął ją z domu. Upadła na ziemię, niezdolna do utrzymania równowagi. Jak na totalnie pijanego człowieka to miał siłę... Podniosła się z wysiłkiem, zbierając rzeczy, które wypadły jej z torby. Otarła łzy i rozejrzała się. Gdzie miała pójść? Postanowiła, że przed siebie. A jeśli spotka znów Ryana, to... to nic. Już i tak nic nie ma znaczenia. 
- Znowu ty?! Myślałem, że jak już zwiałaś, to nie wrócisz. - znów ten zimny, szyderczy głos. Podniosła powoli głowę, by zauważyć, że Eddie'go już nie ma. Cóż, nie powinien był jej bronić. Westchnęła lekko i spróbowała wyminąć Ryana. Nic z tego. 
- A gdzie idziesz? Zostań. - powiedział, łapiąc ją za ramię.
- Odpierdol się ode mnie. - syknęła, próbując się wyrwać. Chłopak zamachnął się i uderzył ją w policzek. 
- Nie odzywaj się tak do mnie, ty suko. - wyszeptał jej do ucha. - Bo pożałujesz. Chyba już nie mam na ciebie ochoty. - kopnął ją w kostkę, uśmiechając się kpiąco i machnął ręką na resztę bandy. Gdy już znaleźli się poza zasięgiem jej wzroku, usiadła na krawężniku, próbując rozmasować obolałą kostkę. Położyła torbę obok siebie i ukryła twarz w dłoniach. Łzy same zaczęły płynąć.
****
Kim usiadła na łóżku. Cały czas martwiła się o Harry'ego. Był taki dziwnie przybity, nawet jej niesamowicie niezdarne zachowanie podczas obiadu go nie rozśmieszyło. Coś było nie tak, ale kompletnie nic nie przychodziło jej do głowy. Owszem, na początku pomyślała, że się zakochał, ale chyba wtedy by był szczęśliwy, a nie smutny, prawda? Chyba, że była to taka nieszczęśliwa miłość, może zakazana... Kim! Za dużo romansideł! Potrząsnęła głową i zarzuciła na siebie szlafrok. Po cichu zeszła na dół i skierowała się do kuchni. Ze szklanką w dłoni wyjrzała przez okno. Ta okolica zawsze była tak cicha. No, może czasami zdarzało się, że jacyś pijani idioci wydzierali się w środku nocy, ale to należało do rzadkości. Nagle coś przyciągnęło jej uwagę. Odstawiła szklankę na blat i przycisnęła nos do szyby. Jakaś skulona postać. Ale co ktoś mógł tutaj robić o tej porze? Założyła kurtkę, szalik, czapkę, buty i wyszła na dwór. Wzdrygnęła się, gdy poczuła zimne powietrze muskające jej policzki. Kim już chciała krzyknąć, ale przypomniała sobie, że jest środek nocy i pewnie wszystkich by pobudziła. Z wielką niechęcią więc podreptała w kierunku postaci. 
- Co tu robisz? - zapytała, stając kilka centymetrów od niej. Postać podskoczyła i zerwała się na równe nogi. 
- Ja... nie... - zająknęła się. - Nie mam gdzie iść. - powiedziała w końcu, schylając się po swoją torbę. 
- Jak to? - Kim zmarszczyła brwi.
- Po prostu. Ojciec wyrzucił mnie z domu, normalka, nie? - zdziwiła ją jej śmiałość, ale już naprawdę było jej już wszystko jedno. Kim podeszła do niej bliżej i dotknęła jej policzka. 
- Jesteś przemarznięta. - stwierdziła. - Chodź. - rzuciła, po czym odwróciła się w stronę domu. Dziewczyna, na początku z lekkim wahaniem, podążyła za Kim. Gdy weszły do ciepłego mieszkania, pani domu zabrała przemarzniętej dziewczynie torbę, rzuciła jej jakieś ubrania i kazała iść się przebrać. Z nieco ogłupiałą miną udała się więc do łazienki.
*****
Harry, słysząc jakieś dźwięki dochodzące z dołu, postanowił to sprawdzić. Owinął się ciepłą kołdrą, nie mogąc znaleźć szlafroka i zszedł po schodach. 
- Coś się stało? - zapytał, siadając naprzeciw Kim, która popijała herbatę przy stole. Dziewczyna, zaskoczona jego obecnością, podskoczyła i wylała na siebie trochę napoju.
- Aaał! - krzyknęła. - Poparzyłam się przez ciebie. - warknęła w jego stronę, wycierając stolik i podkładając rękę pod zimną wodę. 
- Przepraszam. Ale tłukłaś się jak nienormalna, myślałem, że coś się stało. - wyjaśnił Harry, zgarniając kubek i upijając łyka.
- Bo się stało. - westchnęła Kim, zabierając mu naczynie z rąk. - Znalazłam jakąś dziewczynę. 
- Co? - nie zrozumiał.
- No po prostu, przyszłam się napić, wyjrzałam przez okno i siedziała tam, przemarznięta. Dałam jej suche ubrania i kazałam się przebrać. - odparła. - Przecież nie mogłam jej tam zostawić. 
- Jasne, że nie mogłaś. Dobrze zrobiłaś. - poklepał ją po ramieniu i wstał, kierując się w stronę lodówki. Otworzył ją i wsadził głowę, tak, że nie było jej widać. 
- Jest! - krzyknął, podskakując gwałtownie. - Aaał! 
Kim roześmiała się głośno.
- Niezdara. - wydusiła, próbując się opanować. 
- Powiedziała ta, co położyła się na kotlecie. - wymamrotał Harry, rozcierając głowę i kładąc przed sobą mrożone ciasto. Kim zmarszczyła brwi i przybrała zamyśloną minę.
- Nie przypominam sobie czegoś takiego. - stwierdziła w końcu z irytującym uśmieszkiem na twarzy. W tym momencie w drzwiach pojawiła się niska brunetka. - Oo, już jesteś! - wykrzyknęła Kim, zrywając się z miejsca. - Proszę, siadaj, zrobiłam ci herbatę. - dodała, stawiając przed nią kubek. - Co ci jest? Ducha zobaczyłeś? - zwróciła się do Harry'ego, który siedział z rozdziawioną buzią, patrząc na ich gościa.
- To ty? - zdołał z siebie wydusić. 

od autorki: wyszedł mi chyba trochę długi, no nie? mam nadzieję, że wam się spodoba. zachęcam do komentowania i zapisania się do informowanych. :)
M.;*