Holmes Chapel. Mała wieś, lecz dla niektórych tak wiele znacząca. To tutaj rozpoczyna się historia, którą chce wam opowiedzieć.
*
Słońce dawno już schowało się za horyzontem. Latarnie oświetlały małe uliczki Holmes Chapel pokryte białym puchem. Nikogo już nie powinno być na zewnątrz, wszyscy powinni siedzieć przy ciepłych kominkach i po prostu czuć nastrój nadchodzących świąt. Jednak drobna brunetka przechadzała się powoli nie zważając na otaczający ją świat. Myślała, że jest sama, że nikt nie był na tyle głupi, żeby wyjść w taki mróz z domu. - Your here, there's nothing I fear and i know that my heart will go on. We'll stay forever this way , you are safe in my heart and my heart will go on and on. - brunetka nuciła swym aksamitnym, czystym głosem. Zamknęła oczy i oddała się muzyce. Czy coś mogłoby zepsuć tak piękną, magiczną chwilę? Niestety tak. Dziewczyna poślizgnęła się na oblodzonym chodniku, straciła równowagę i się przewróciła.
- Nic ci nie jest? - jakiś chłopak uklęknął przy niej. Podniosła wzrok i zobaczyła piękne, zielone oczy wpatrzone w nią z troską. Od razu poczuła się bezpiecznie. Nigdy się tak nie czuła, żyła w ciągłym strachu.
- Nie, nic mi nie jest. Strasznie tu ślisko ... - powiedziała, podnosząc się z zimnego chodnika i otrzepując spodnie.
- Jestem Harry. - nieznajomy podał jej rękę i uśmiechnął się.
- Oh... Diana. - odwzajemniła nieśmiało uśmiech. - Ale... muszę iść. Miło było cię poznać.
Już po chwili znikła mu z oczu. Ale on nadal stał i wpatrywał się w miejsce, w którym sekundę temu Diana zaliczyła glebę. Wydawałoby się, że ich drogi się rozeszły... Zwykłe spotkanie na ulicy, niedługo oboje o nim zapomną...
od autorki :
Trochę krótko mi wyszło, ale prologi zazwyczaj takie są. :) Obieeecuję, że 1 rozdział będzie dłuższy i więcej się będzie działo. Mam nadzieję, że spodoba wam się to opowiadanie. Pozdrawiam,
M. ;*